Under Byen – Kyst
Najpierw to ja chciałam oznajmić, iż nie jestem świetną recenzentką, tak jak niektórzy. Ale lubię recenzować i będę to robić. Chciałam też ostrzec, iż nie będę recenzować samych nowości, ale i także stare płyty, które są tego warte.
Have fun!
***************************************
Zaiste, skandynawska ta płyta. Czuć od niej niebywały chłód, dystans i ten pierwiastek emocji, tej pasji, tego zaangażowania. Już sama okładka to pokazuje – dość ciemne barwy : w tym przypadku czarny i ciemny granat przeplatają się ze sobą tworząc dość intrygującą kompozycję.
Płytę otwiera “Sejler”, czy dość rozedrgana piosenka niesiona przez dźwięki skrzypiec, klawiszy i głosu cudownej istoty, czyli wokalistki, Henriette Sennenvaldt. Przyznam się, poznałam ten zespół gdy zobaczyłam twarz owej dziewczyny z Århus. Pomyślałam, że jeśli wokalistka jest tak urodziwa to i również muzyka jej zespołu musi taka być. I miałam rację. Ale wracając do płyty, to muszę powiedzieć iż najlepsze na tej płycie są wszystkie piosenki, to one tworzą spójną całość, nie odstają wzajemnie od siebie i to czyni Kyst płytą pełną magii, pełną ducha Skandynawii.
Druga piosenka to “Hjertebarn” jedna z piękniejszych w zestawie. Mamy tutaj jak zwykle spokojny i piękny głos Henriette, skrzypce oraz klawisze, które słychać na wstępie. Tak samo jak w “Sejler”, jednak coś te piosenki różni – nie tyle tekst, co dramaturgia. W “Sejler” mamy poczucie strachu, i jak zgodnie z tekstem, ktoś bliski odpływa statkiem na wiele lat zostawiając kogoś. W “Hjertebarn” mamy opowieść o dziecku z sercem, która ani na chwilę nie trąci banałem. Tak jak reszta pięknych, wyrafinowanych kompozycji z debiutanckiego albumu zespołu, który był objawieniem na dość nudnej i zacofanej scenie w swoim mieście. “Vindeltrappe” to również kompozycja budowana na emocjach oraz na śpiewie i niezwykłej ekspresji Henriette, zaś “Gå ind i lyset” to bardzo spokojna, wolna ballada oparta w głównej mierze na głosie wokalistki, ale i na cichych instrumentach w tle : klawiszach, wiolonczeli oraz skrzypcach. “Vinterbørn” to już bardziej zimowa kompozycja. Wystarczy spojrzeć na tytuł, który mówi sam za siebie. Melodia oparta jest znowu na magicznych dźwiękach skrzypiec, klawiszy oraz perkusji. I nawet Henriette śpiewa jakoś tak żywiej, tak jakby radośniej. “Ingenting hos mig” to również spokojna piosenka, można podsumować ją jako duet skrzypiec Nilsa Gröndahla oraz delikatny, rozpaczliwy głos wokalistki. Jedno z pyszniejszych dań w zestawie, tuż obok “Hjertebarn” – ale o tym to już zdążyłam wspomnieć. “På disse kanter” oraz “Syng hvide nat” to dwa instrumentale, gdzie możemy usłyszeć popis reszty członków Under Byen. Pomiędzy tymi dwoma utworami jest perełka “Fugle og ild” – ekstrakt z tego co najlepsze jest w tym zespole. Wiolonczela, skrzypce, bass uroczej Sary Saxild, perkusja i oczywiście anielska Henriette Sennenvaldt, której głos w tym utworze brzmi jeszcze piękniej, jeszcze bardziej anielsko. Sama opowieść o ptakach i ogniu jest bardzo ciekawa (Under Byen słyną z ciekawych oraz zupełnie.. innych tekstów) :
Jeg ligger på taget af pastel parcel
Og slikker regn og lyn
Luften er rå
Elektriske træer med mørke under
Lunder mod teglsten
Luften er rå
Der er fugle og ild nok
Vælg et par vinger og
Lad os flyve til himmels
No właśnie teksty. Teksty pisane przez Henriette i Thorbjørna Krogshede słyną z innego patrzenia na świat, z trafnie dobieranych spostrzeżeń, aluzji oraz przeróżnych odwołań. Patrząc, to Duńczycy z tego słyną i to właśnie trafnie oddaje ideę oraz nastrój piosenek Under Byen. Album kończą dwie piosenki “Sylfiden” i tytułowa “Kyst”. Żeby się nie powtarzać, to przejdę już do zakończenia mojej jakże chaotycznej recenzji.
Debiut tego zespołu pokazuje nam, że Duńczycy nie tylko muszą słynąć z lukrowanych ciastek, kopenhaskiej syrenki, H. Ch. Andersena, TV-2.. Mogą także mocniej zaistnieć w świecie dzięki magicznej i cudownej muzyce Under Byen. A ich debiutancka płyta pokazuje, że mają ku temu szanse.


